Biegowe podsumowanie miesiąca – wrzesień

Miało być emocjonująco i pozytywnie i tak będzie. Maraton Warszawski to historia. Trzy razy stałem na starcie maratonu, a linię mety przekraczałem dwukrotnie. Oznacza to tyle, że nie ukończyłem ostatniego biegu, ale to wie każdy, kto śledzi moje poczynania w mediach społecznościowych. Wiem, że sporo osób czeka na ten materiał. Miłej lektury.

Podsumowanie września kończy cykl podsumowań miesiąca. Uznałem, że zamykam ten projekt. Nie jest to równoznaczne ze śmiercią bloga. Mam w planie publikacje wpisów na tematy, które cieszą się większym zainteresowaniem.

Trening we wrześniu

Ilość treningów:34
Ilość dni treningowych:27
Ilość dni wolnych:3
Kilometraż:446 km
Średni kilometraż:13,1 km/trening
Łączny czas treningu biegowego:31h 43 min
Średni czas treningu biegowego:55 min

Wrzesień był skoncentrowany na odpoczynku i łapaniu świeżości. Jedynie pierwszy tydzień miesiąca był mocny jakościowo i objętościowo (169 km). Później następowało zaplanowane zmniejszanie obciążenia – kolejne tygodnie to 127 km, 93,5 km, 42 km tydzień zakończony maratonem).

Trochę czasu spędziłem nad analizą treningu, ale prawdę mówiąc, czułem, że coś jest nie tak od 17 września. Nie czułem się chory, ale też nie czułem się w pełni zdrowy. Jednocześnie nie chciałem się nakręcać na to, że coś jest nie tak, bo często tak jest przed ważnym startem, że głowa podpowiada pod wpływem stresu różne dziwne rzeczy. Prawie każdy, kto biega nieco dłużej, wie, o co chodzi. Na dodatek od 13 września miałem w domu chorego lokatora, a dokładniej małą Marcelinę, która kaszlała, kichała i wszystko, co najgorsze. Denerwowałem się, bo wiedziałem, że to jest wręcz idealny klimat, aby coś złapać. W końcu wysoka forma idzie w parze ze słabszą odpornością… Ale nie mogłem z tym nic zrobić, w końcu rodzina stoi wyżej w hierarchii. 🙂

Trening wchodził bez rzeźbienia. Pogoda była wymagająca, bo zrobiło się zimno i wietrznie, co dodatkowo utrudniało postawienie klarownej diagnozy. Nie miałem kataru i kaszlu, ale cały czas coś mi zalegało w gardle. Robiłem swoje i byłem dobrej myśli.

W związku z tym, że czułem się osłabiony, nie wdrażałem diety białkowej. Postawiłem na jakościowe ładowanie węglami od środy. Jadłem pięć posiłków, gdzie dominowało 150 g suchych węgli (ryż, kasza, makaron). Była przestrzeń na słodycze i węglowodanowe przekąski, ale to było jedynie uzupełnienie. W piątek już miałem dość, ale wiedziałem, że jedzenie to element przygotowania do wyścigu.

Noc poprzedzająca maraton była tragiczna. Nie mogłem zasnąć, było mi gorąco, przeraźliwie się pociłem. Tłumaczyłem sobie, że to efekt stresu przed startowego. Intuicja podpowiadała mi co innego, ale zawsze staram się być optymistą.

Nie będę rozpisywał się na temat samego biegu. Nie chcę do tego wracać, jednocześnie niczego nie żałuję. Słyszałem głosy Internetowych ekspertów, że mogłem zacząć wolniej i w ogóle. Prawdą jest, że trenowałem i celowałem w 2:30. Skończyłem swój bieg za 25 km. Taki jest sport. Na początku wpisu napisałem, że to podsumowanie będzie pozytywne. Niektórzy mogą być zdziwieni, w końcu nie zrealizowałem celu. Jeszcze inni oczekują samobiczowania się i bicia w pierś. Wręcz przyznawania się (?!) do błędów, wyciągania wniosków.

Po biegu zrobiłem badania i konsultowałem wyniki z lekarzem. Wyniki nie pozostały złudzeń. Niedawno przebyta lub końcówka infekcji wirusowej. Życie. To nie koniec świata.

Przestrzeń na analizę i wyciąganie wniosków jest zawsze. Konsultowałem wykonany trening z mądrzejszymi od siebie. Cały czas się uczę. Im więcej wiem, tym pojawia się więcej pytań. Efekt Dunninga-Krugera w najczystszej postaci. Reszta nie jest w moim stylu. Biegam od wielu lat i mam świadomość, że sport to coś więcej niż tylko jakaś wartość za linią mety. Nie przesadzę, jak napiszę, że sport ukształtował mnie jako człowieka. Biegnę dalej. Mam w nogach dobrą robotę. Nie brakuje mi zdrowia, co jest kluczowe w kontekście długofalowego rozwoju. Dalej chcę się rozwijać. Jednocześnie muszę się bardziej zdystansować od swojego treningu, bo w tych przygotowaniach chyba za bardzo przesadziłem. Mam na to plan.

Bieganie to życie, ale życie to nie tylko bieganie.

Jeżeli chodzi o statystyki końcowe statystyki przygotowań od 21 czerwca do 25 września. Wybiegałem 1876,2 km, składa się na to 123 treningów. W biegu spędziłem 135 h i 2 minuty.

Jeżeli doczytałeś ten wpis do końca, zostaw po sobie ślad. 😉 Dzięki!

3 Comments
  • Michał W
    11 października, 2021

    Zostawiam ślad! 🙂 Dzięki za kolejny świetnie napisany i pouczający wpis!

  • Jarek B
    12 października, 2021

    Czekałem na relację z maratonu na Stravie, ale się niedoczekałem, bałem się że coś mocnego sie wydarzyło. Szkoda Twojej ciężkiej pracy, ale fajnie że to tylko infekcja i głowa to kontroluje. Pozdrawiam 🙂
    PS Ja w Warszawie miałem ścianę i kontuzję lewego piszczelowego przedniego na 30KM i resztę przeszedłem, tak się skończyła moja próba robienia życiówki po kilku innych kontuzjach 🙂

    • Paweł Wysocki
      16 października, 2021

      Jarek, dzięki za komentarz! Dalej jestem w grze. Nieco mądrzejszy i bardziej zdystansowany – jakkolwiek by to nie brzmiało, to raczej dobry kierunek.

      No cóż… trzymam kciuki za Twoje zdrowie, bo ewidentnie ciało nie nadąża za ambicjami. Wierzę, że w końcu to się zmieni! Cierpliwości! 😉

      Pozdrawiam,
      Paweł

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.