11. Bieg Ursynowa – apetyt na życiówkę

0 No tags Permalink 0

Dawno nie opisywałem na blogu, co u mnie. Przyznaję, że jest całkiem nieźle, bo od dłuższego czasu realizuje plan treningowy bez żadnych przerw. Moim najbliższym przystankiem jest bieg na 5 km. Do 11. Biegu Ursynowa pozostał tydzień. To mój drugi start docelowy tej wiosny. Przypominam, że tym pierwszym był półmaraton Warszawski. Już dawno miałem ochotę wystartować na Warszawskim Ursynowie, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. W tym tygodniu co prawda dopadło mnie przeziębienie, ale z każdym dniem czuję się coraz lepiej – sytuacja jest raczej opanowana. Jestem na finiszu przygotowań i wierzę, że jestem w stanie odkurzyć mój stary rekord życiowy na 5 km – sprzed 9 lat! 

 

Bieg Ursynowa – dlaczego?

Nie ma w tym wielkiej filozofii czy romantyzmu. Chcę biegać na Ursynowie z dwóch powodów, które zwiększają szansę na dobry wynik, ale nic nie gwarantują. Pierwszy to towarzystwo mocnych biegaczy. Wiem, że jest duże prawdopodobieństwo, że będę miał z kim biegać. Drugi powód jest ważniejszy, a mianowicie dotyczy trasy, która jest płaska, co sprzyja osiąganiu dobrych rezultatów. Bieg startuje o 10:00. Liczę się z tym, że może być gorąco, ale zawsze może być gorzej – na przykład start w samo południe. Trzeba być naiwnym, żeby liczyć na to, iż pogoda na przełomie maja i czerwca będzie sprzyjała biegaczom.


 

Trening

Napiszę parę zdań o swoim treningu na przełomie kwietnia i maja. Jednym z podstawowych błędów biegaczy jest zbyt szybki powrót do mocnego treningu po starcie docelowym. Sam raczej nie popełniłem tego błędu. Przez kwiecień przebiegałem nieco ponad 300 km i wyraźnie czułem, że organizm odpoczął. Lwią część tego kilometrażu stanowiły spokojne rozbiegania. W tym okresie wykonywałem podbiegi oraz trochę biegów w trzecim zakresie. Przez cały miesiąc wykonałem dwa treningi interwałowe. Z czego jeden bardzo lekki, bo wykonywany w tygodniu po połówce. W tym samym miesiącu zaliczyłem dwa średnio udane starty (Lublin 10 km i Leszkowice 5 km przełaj).

Maj mija mi bardzo szybko. W weekend majowy byłem na intensywnym kursie trenerskim organizowanym przez PZLA w Białej Podlaskiej. Oczywiście cały czas starałem się regularnie trenować. Następnie zaliczyłem dwa starty w jednym tygodniu (Lublin 5 km, Lublin 10 km). Po tych startach byłem umiarkowanie zadowolony, ale czułem, że organizm jest wypoczęty. W tym miesiącu biegałem już trochę więcej, ale wciąż to nie były objętości sprzed półmaratonu. W dalszym ciągu fundamentem są spokojne biegi w pierwszym zakresie. Co prawda, wykonałem dwa treningi tempowe, które pokazują, że trening idzie w dobrym kierunku. Gdzieś zapodziałem mój dzienniczek treningowy, który prowadziłem w latach 2007-2008, ale pamiętam, że w tamtym okresie wykonywałem dwa treningi tempowe w tygodniu. W środę były to krótsze odcinki – głównie 500 m. W sobotę było to dłuższe tempo – kilometry albo dwójki. W tym momencie nie biegam tak szybko na treningach, jak wtedy, ale niewiele mi już brakuje. W sumie nie zależy mi na tym, aby biegać nie wiadomo jak na treningach. Od tego są zawody i to właśnie tam chcę biegać szybko. Cel na 11. Bieg Ursynowa? Uporać się z barierą 16 minut. A potem przyjdzie czas na chwilę luzu, w trakcie której ustalę starty docelowe na drugą część sezonu.

Z kim się widzę na Ursynowie? 🙂

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *