Drugi Bieg Koziołka i Piąty Maraton Lubelski – gorzka relacja

16 No tags Permalink 0

Aż trudno mi uwierzyć, że to była piąta edycja Maratonu Lubelskiego. Wliczając w to Dziki Maraton, to już szósty bieg maratoński w Kozim Grodzie. Chciałoby się powiedzieć, że skoro to już któraś edycja z rzędu, to znaczy, że organizacyjnie jest wszystko pod kontrolą. Poniekąd tak było, ponieważ niektóre aspekty imprezy były zorganizowane niemal perfekcyjnie (na przykład strefa mety). Jednak trzeba było do tej mety jakoś dobiec, a warunki na trasie były delikatnie ujmując mało sprzyjające. Bardzo się cieszę, że miałem okazję uczestniczyć w biegu towarzyszącym, ale już na samym początku śmiało napiszę, że impreza przerosła organizatora. Po świetnej Czwartej Dyszce do Maratonu mamy niebezpieczny maraton, jakiego możemy się powstydzić. Mocne słowa? Być może, ale w dalszej części tekstu przedstawię argumenty, które stoją za taką, a nie inną oceną.

Organizacja dwóch biegów jednocześnie wymaga dobrej organizacji. Jeszcze przed biegiem można było zobaczyć, że szykuje się niezły ambaras. Ktoś, kto rozstawiał strefy czasowe, zrobił to dosyć niedbale. Przykład? Tabliczka z czasem 3:45 w maratonie była obok 40 minut na dychę. 
 

 

II Bieg Koziołka

Zacznę od krótkiej relacji z trasy. Sam bieg nie był specjalnie emocjonujący. Większą część dystansu przebiegłem ramię w ramię z Tomkiem Mydlakiem. Około 1500 metrów przed metą Tomek szarpnął, ale na długim podbiegu na Sowińskiego udało mi się zniwelować stratę. Na ulicy Weteranów Tomek znowu podkręcił Tempo i przerwa utrzymała się do samej mety. Finalnie dobiegłem drugi z wynikiem 35:14. Muszę przyznać, że ta dyszka była naprawdę wymagająca. Przypominam, że to była niespełna ćwiartka Maratonu Lubelskiego, który w dalszej części dystansu był równie urozmaicony.
 

Profil trasy II Biegu Koziołka

 
W tym miejscu muszę wspomnieć o błędzie, którego dopuścił się jeden z wolontariuszy. Wiem, że spora część biegnących w II Biegu Koziołka skręciła w ulicę Radziszewskiego, co skracało trasę o około 270 metrów… Nie mam pretensji do biegaczy, ponieważ dostali wyraźną komendę od osoby zabezpieczającej bieg: „Bieg Koziołka w prawo, Maraton prosto”. Ogólnie z zabezpieczeniem trasy i wskazywaniem, gdzie należy biec, był spory problem. Wystarczy rzucić okiem na zdjęcia z biegu… W tym miejscu podkreślam, że nie mam pretensji do wolontariuszy, ponieważ oni starali się wykonywać swoją pracę najlepiej, jak tylko potrafili. Najzwyczajniej w świecie ktoś ich źle wyszkolił, ponieważ osoby w kamizelkach nie wiedziały, co mają robić… Pełne wyniki II Biegu Koziołka.
 

W prawo? 😉 Zdjęcie: Angelika Gałus

 

V Maraton Lubelski

Nie biegłem w V Maratonie Lubelskim, ale dostałem tyle negatywnych informacji, że muszę o tym napisać. Mało tego. Jeden z przyjezdnych biegaczy powiedział mi, że był to najgorzej zorganizowany bieg, w jakim brał udział. Przyznał, że jeszcze nigdy nie czuł zagrożenia zdrowia w trakcie zawodów, a w Lublinie nie czuł się bezpiecznie. Między innymi został strąbiony przez kierowcę MPK.
 

Wings for Life Lublin

 
Trąbię o tym od dłuższego czasu, ale organizator marginalizował sytuację. Wczoraj przecierałem oczy ze zdziwienia, kiedy zobaczyłem news na portalu informacyjnym Lublin112. W skrócie: kierowca wtargnął na pas wydzielony dla biegaczy i przy okazji otarł się o jednego z uczestników. Ten nie wytrzymał i kopnął w zderzak aż odpadła tablica rejestracyjna. Sytuacja nie wymaga komentarza…
 

 
W tym miejscu chciałbym gorąco podziękować wolontariuszom za swój wkład. Od 7 do 17 na nogach to kwestia, która zasługuje na wyróżnienie. Dziękuję również organizatorom za to, że podejmują, co roku rękawicę i starają się z organizacją biegu. W mojej opinii tegoroczny maraton ich przerósł. Jestem przekonany, że część czytelników bloga ogląda relacje z biegów autorstwa maratonypolskie.pl. Jak myślicie, czy w Lublinie quad z kamerą na pokładzie uległby wypadkowi? Stawiam, że to wielce prawdopodobne. Pełne wyniki Maratonu Lubelskiego.

Korzystając z okazji, chciałbym serdecznie pogratulować wszystkim uczestnikom maratonu. Trasa i pogoda nie pomagały, ale każdy z Was musiał się z tym liczyć. Dalej podtrzymuje swoje zdanie, że dystans maratonu powinien być wisienką na torcie w dorobku każdego biegacza.

Dostałem maila od jednego z kibiców na trasie maratonu. Jacek też biega:

Jestem załamany organizacją ruchu podczas V Maratonu Lubelskiego. To, co widziałem na trasie, było czasami przerażające. Kibicowałem na ulicach Al. Spółdzielczości Pracy, Diamentowej oraz Jana Pawła II i na każdej z tych ulic było podobnie. Kierowcy na pasie dla biegaczy (szczególnie na początku ulicy Diamentowej), ale tu dużą winą obarczam osoby kierujące ruchem, które po prostu wpuszczały auta na pas dla biegaczy. Szczególnie przerażającą sytuację z udziałem aut osobowych widziałem na Al. Spółdzielczości Pracy, gdzie biegacz w grupy Pawła musiał lawirować (!) między samochodami stojącymi na światłach na skrzyżowaniu z Al. Gen. Andersa, a za nim jechało kilka innych aut. Jak taki zawodnik ma się czuć bezpiecznie? Wiele do życzenia pozostawia kultura jazdy samochodów Lubelskiego MPK. Rozumiem, że kierowca musi zajechać na przystanek, ale dlaczego jedzie tak, żeby za nim biegnące osoby musiały wdychać spaliny, a jak wyjeżdża z przystanku, to nie zaczeka, tylko zajeżdża drogę biegaczom. Takie sceny widziałem na ul. Jana Pawła II ale też na Al. Kraśnickiej. Przerażające!!! Maraton Lubelski jest raz w roku, czy nie można jakoś skuteczniej zabezpieczyć biegaczy? Przecież przyjechali do nas też biegaczy z innych miast i co Oni powiedzą, jakie będą mieli wrażenia z tak pięknego miasta, jakim jest Lublin. Mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną wnioski i VI Maraton Lubelski to będzie Wielkim Wydarzeniem Biegowym, a nie tylko przepychanką z samochodami.
 

lubelskibiegacz.pl TEAM w akcji

Kiedy w marcu 2015 roku powoływałem do życia lubelskibiegacz.pl TEAM, to miałem ciche marzenie, że drużyna wyróżni się na zawodach w rodzinnym mieście. Życie pisze różne scenariusze… Nie musiałem tak długo czekać. Było nas sześciu w TOP11, co przełożyło się na miejsca w poszczególnych kategoriach:

  • 3 miejsce K40 – Dorota;
  • 1 miejsce M40 – Paweł;
  • 3 miejsce M50 – Zenek;
  • 1 miejsce M30 – Krzesimir;
  • 2 miejsce M30 – Piotrek;
  • 1 miejsce M16 – Mati;
  • 2 miejsce M16 – Krystian;
  • 2 miejsce w kategorii służb mundurowych – Marcin;
  • 2 miejsce OPEN – Paweł.

 

Przepraszam za jakość zdjęcia, ale nie dysponuję lepszym. 😉

 
Puchary są ważne, ale nie najważniejsze. Najbardziej podoba mi się atmosfera, jaka panuje w grupie – jest klimat, który sprawia, że chce się trenować. Muszę też wspomnieć o wspaniałych wynikach maratończyków. Magda wybiegała nową życiówkę i wygrała w klasyfikacji kobiet. Kolejna Magda zaliczyła udany debiut i podium w klasyfikacji K40. Konrad zadebiutował ze świetnym wynikiem. Darek wygrał z własnymi słabościami, bo to nie był jego dzień. Na sam koniec chciałbym uprzedzić osoby, które zasugerują mi, żebym sam wziął się za organizację biegów. Jestem biegaczem, a nie organizatorem. Jeżeli Wam odpowiada poziom organizacji, to Wasza indywidualna sprawa.

16 Comments
  • tomasz
    8 maja, 2017

    Dużo było spotkań z samochodami na pasie dla biegaczy. 4km ul. Cukrownicza pan z forda focusa znalazł się miedzy biegaczami, Łęczyńska – trolejbusy… Zabezpieczenie trasy pozostawia wiele do życzenia, ale i zachowanie kierowców którzy nie wiedzą jak mają jechać, gdzie, a jak widzieli policjanta kierującego ruchem to już całkiem głupieli… Pozdrawiam

  • Jacek
    8 maja, 2017

    Naczytałem się już sporo od wczoraj o tym jak słabo zabezpieczona była trasa. Ja osobiście, biegnąc cały dystans tego nie doświadczyłem ale może zwyczajnie miałem szczęście. Relacje naocznych świadków oraz zdjęcia nie kłamią.

    Moim skromnym zdaniem (nie organizowałem nigdy żadnego biegu) jeżeli nie zamknie się całkiem ulic na czas biegu, takie sytuacje będą się zdarzały za każdym razem. Biegacze chcą spokojnie biec, każdy w swoim tempie, kierowcy zdenerwowani staniem w korkach (nie oceniam tylko stwierdzam) starają się nadrobić czas i wpychają się na pas dla biegaczy. Samo ustawienie słupków też pozostawia wiele do życzenia, szczerze to momentami nie wiedziałem czy ja mam biec prawym czy lewym pasem. A co dopiero kierowcy.

    Powtórzę jeszcze raz: przy tak długiej trasie bez zamknięcia ulic zawsze będą takie sytuacje jak w tym roku na maratonie czy na dychach lub piątkach.

  • Mariusz
    9 maja, 2017

    Jako że był to mój pierwszy maraton z czego jestem batfzo dumny to muszę stwierdzić że organizacja trasy była do d…y na łęczyńskiej nie widziałem ani jednego policjanta ani wolontariusza samochody między nami jeździły nie zważając na to że jest jakiś bieg, Diamentowa tak samo, a pod KUL na samej końcówce to już przegięcie na pasie dla biegaczy autobus a na pasie obok trolejbus a ja musiałem biec między nich, smutne ale prawdziwe

  • Michał
    9 maja, 2017

    Człowieku jak piszesz relacje to bądź do końca obiektywny a nie poprawnie polityczny. „Dziękuję również organizatorom za to, że podejmują, co roku rękawicę i starają się z organizacją biegu”. Za co dziękujesz? Że nie doszło do tragedii? Przecież jak ktoś organizuje taki bieg to lepiej, aby wcale tego nie robił a nie mu za to dziękować…

    • Paweł Wysocki
      9 maja, 2017

      Cześć Michał,

      Rozumiem, że poprzez swój komentarz się dowartościowałeś (zaczynanie wypowiedzi od „Człowieku…”). Nie jestem poprawny politycznie. Dziękuję za formę, bo treść jest do poprawki. Zgadzam się z tym, że jak ML ma wyglądać podobnie za rok – to lepiej niech go nie będzie.

      Pozdrawiam,
      Paweł

  • qqbek
    9 maja, 2017

    Wiele już napisano na temat organizacji biegu, szczególnie na Twoim fanpagu i pod czym się sam podpisuję. Wracając z biegu Koziołka na Botanik osobiście widziałem jak auta jechały razem z biegaczami na ul. Willowej. Jak tam wjechały skoro na skrzyżowaniach stała SM? Natomiast dodam jedną rzecz. Moim zdaniem przy takim biegu należy lepiej poinformować mieszkańców o utrudnieniach w ruchu. Przykładowo mój znajomy z osiedla miał nie tyle pretensje do biegaczy ile do organizatorów, że nikt wcześniej nie informował o utrudnieniach. Dodam, że rzeczywiście opuszczenie Botanika w czasie biegu nie było łatwe. Nie wiem czy chociaż trochę by to coś zmieniło (być może nie) ale np. wywieszenie plakatów z info o utrudnieniach (takich jak np. ten udostępniony przez organizatora na fanpagu) w marketach na osiedlach czy przystankach MPK zapewne umożliwiłoby wielu osobom zaplanowanie dnia a tak ładowali się w środek maratonu. Generalnie zabezpieczenie trasy jest słabe. W Radomiu rok temu na dystansie o połowę krótszym zamknięte były całe ulice.

  • Tomasz Michalak
    9 maja, 2017

    Napiszę swoje wrażenia zarówno z biegu jak i z kibicowania z al. Racławickich na 41 km. Biegłem dychę, mnie osobiście ani biegnących dookoła nie spotkało nic złego zarówno ze strony samochodów jak i MPK. Trasy też nie pomyliłem, gdyż po prostu się z nią wcześniej zapoznałem. Pomyliło kilka osób, jak piszesz przez złe wskazanie drogi i to dlatego, że Organizator nie przeszkolił Wolontariuszy. Tutaj się nie zgadzam. Jakby tak było w rzeczywistości to większość biegnących skróciła by trasę, a tak nie było. Trudno mi też uwierzyć w to: „Bieg Koziołka w prawo, Maraton w lewo” gdyż w lewo była ślepa ulica wiodąca na miasteczko akademickie, rozbieg prawo-lewo był na Łopacińskiego. Mam duży szacunek do Wolontariuszy, gdyż poświęcają swój czas i są dla biegaczy pomocni w każdą pogodę. Niestety część z nich stoi tam tylko dlatego, że pewnie mają jakieś punkty w szkole za wolontariat i jest im to obojętne kto gdzie ma biec, aby odwalić szychtę i do domu – jest to marginalne ale jest. Najlepiej by było by na każdym newralgicznym punkcie stał biegacz, który wie co i jak.

    Maraton: Zamknięcie ulic t omarzenie, ale być może na to zgody nie ma i jest wybór albo tak jak jest albo wcale. Sam byłem świadkiem jak policjant wpuścił kierowce na Łopacińskiego, która była zamknięta dla ruchu. Organizator nie może odpowiadać za jednostki zarówno kierujące ruchem jak i jeżdżące samochodami. Jak mawia klasyk: „Głupich jest więcej niż mądrych”
    Co do tego „Jeden z przyjezdnych biegaczy powiedział mi, że był to najgorzej zorganizowany bieg, w jakim brał udział. Przyznał, że jeszcze nigdy nie czuł zagrożenia zdrowia w trakcie zawodów, a w Lublinie nie czuł się bezpiecznie.” Po co przytaczać subiektywne wypowiedzi? Na to stwierdzenie znaleźć można tysiąc skrajnie innych. Sam mogę zaświadczyć, że biegałem w maratonach bardzo źle zorganizowanych i nie był to na pewno Maraton Lubelski.

    Na koniec, osobiście jestem zwolennikiem przeniesienia daty rozgrywania Maratonu. Pierwsza edycja świetnie wpisała się w Noc Kultury i wg mnie ten termin byłby bardzo atrakcyjny, zwłaszcza dla przyjezdnych. Można zrobić bieg wieczorno/nocny to wtedy ruch jest mniejszy a i pogoda znośniejsza. Aktualny termin jest za wg mnie za blisko „polskich, wielkich maratonów” i to może powodować dość niską frekwencję. Bo Lublin nie jest na życiówki, i nie przyciąga rzeszy biegaczy, więc oprócz trasy musi coś go więcej wyróżniać. Tym czymś może być Noc Kultury.

    PS
    8-10 lat temu dalibyśmy się pokroić za „tak źle zorganizowany Maraton” także więcej wyrozumiałości i swoje sprawy załatwiajmy w naszym środowisku.

    • Paweł Wysocki
      9 maja, 2017

      Cześć Tomek,

      Dziękuję za komentarz. Szanuję Twoje zdanie, ale stanowczo się z nim nie zgadzam. Bieganie się rozwija, a zatem imprezy biegowe powinny być coraz lepiej zorganizowane. Zastanówmy się – była to V oficjalna edycja ML (powtarzam piątak). Która z dotychczasowych edycji wyglądała najlepiej, a która najgorzej pod kątem organizacyjnym? Niech odpowiedzią będzie ilość negatywnych komentarzy… Biegacze nie uwzięli się na organizatora – takie są fakty.

      Na koniec dodam, że zarówno moje wpisy, jak i przytaczanie czyichś wypowiedzi jest subiektywne. Nie do końca rozumiem, co chcesz powiedzieć przez „załatwiajmy swoje sprawy w naszym środowisku”.

      Pozdrawiam,
      Paweł

      • Tomasz Michalak
        9 maja, 2017

        Bardzo szanuje Twoją opinię, jak i innych uczestników. Nie neguję tego,że były problemy. Da się zorganizować Maraton, który nie jest slalomem gigantem między samochodami, to też jest dla mnie oczywiste. Być może z tego powodu, że to nasz Maraton, lubelski, a ja jestem z Lublina, znam od lat ludzi, którzy oddają się organizacji ( z ramienia LSB ) w 200 %, ciężko mi ten Bieg krytykować…
        Każda opinie jest subiektywna, tylko chodziło mi o to by ta opinia nie stanowiła opinii obiektywnej i jedynie słusznej 🙂
        Bo tak coś czuję, że jak wszyscy kopią leżącego to i ja mu dołożę za nie jego winy ( opieszała policja, złośliwi kierowcy osobówek i MPK, lub za to, że ktoś pomylił trasę z winy wolontariusza , lub tego, że kiedyś tamtędy się biegło – I Dycha do Maratonu rok 2015 ).
        Organizator MUSI zabezpieczyć trasę by ta była bezpieczna, od tego jest i kropka. Postawił ludzi, zabezpieczył policją czy strażą miejską, czy mógł zrobić więcej? Pewnie, że mógł, mogło być więcej ludzi, więcej barierek, pachołków etc, miejmy nadzieję że kolejna edycja będzie lepsza pod tym względem. Np. w Warszawie w trakcie Orlenu były porobione objazdy dla komunikacji miejskiej ( wywieszki o zmianie tras przejazdu były rozwieszony w autobusach ) i nie było problemu. Musimy to wiedzieć, że przy półotwartym ruchu problemy będą zawsze, bo nikt nie jest w stanie upilnować każdego kierującego pojazdem mechanicznym, choćby postawić cały pluton wojska.
        Jeszcze jedna uwaga nasuwa się: porównujemy Maraton który ma 600 uczestników do takich które mają kilka- kilkanaście tysięcy. Wielkość Maratonu wg mnie wymusza na Orgach, służbach pewien standard. Pamiętam jak startowałem w 2006 lub 2007 roku we Wrocławiu, Warszawie lub Dębnie i było bardzo podobnie jak w Lublinie dziś. Miejmy nadzieję, że Nasz Maraton okrzepnie i będzie prawdziwą i bezpieczną atrakcją dla startujących. Tego sobie i Wam życzę!

    • Michał Rybak
      9 maja, 2017

      Do tej pory starałem się nie wypowiadać ze względów oczywistych. Zarówno w relacji lubelskibiegacz.pl jak w i w komentarzach podniesiono wiele kwestii, do których nie będę się odnosił, gdyż nie znam wszystkich zmiennych, które zdecydowały np. o takim a nie innym zabezpieczeniu trasy itp.. Odniosę się tylko do kwestii stosunków na linii biegacz-wolontariusz, gdyż jako koordynator dwóch odcinków (5-10 km i 35-40 km) maratonu widziałem na trasie zachowania, za które przed wojną traciło się tak zwaną zdolność honorową.
      Drodzy biegacze, wolontariusz jest na trasie, żeby Wam pomóc. Ale nie po to, żeby pomóc jednemu konkretnemu Iksińskiemu, tylko WAM WSZYSTKIM. Każdy z wolontariuszy ma określone zadania, w tym dbanie, w miarę ram prawnych, o Wasze bezpieczeństwo. Cóż z tego, kiedy sami prowokujecie niebezpieczne sytuacje. Jak zapewne wszyscy 😛 wiedzą z regulaminu (ręka w górę, kto chociażby pobieżnie przejrzał), na trasie znajdować się mogą tylko: biegacze, wolontariusze i funkcjonariusze odpowiednich służb. Teraz pytanie: kto jeszcze się na niej znajdował? Otóż Wasi przyjaciele i członkowie rodziny eskortujący Was na rowerach. Pal diabli, jeśli była to sytuacja typu biegacz z rowerzystą a za nimi i przed nimi nikogo na trasie w zasięgu wzroku. Gorzej, jeśli biegła grupka 10-15 osób a między nimi lawirowali koledzy na rowerkach. Co to ma do wolontariuszy, zapytacie. Otóż ma. Od kilku wolontariuszy usłyszałem, że na kulturalne prośby o zjechanie na chodnik biegacze i rowerzyści odpowiadali szyderczym śmiechem i obelgami, jedną z wolontariuszek wprost wyzywając od k…rew i pi…rdolonych szmat. Jak myślicie: czy 16-sto letnia dziewczyna po takim traktowaniu przyjdzie za rok pomagać Wam w biegu? Słyszałem również o sytuacji, w której jeden z biegaczy, kiedy wolontariusz poprosił jego syna, na oko 10-io letniego, o zjechanie na chodnik, krzyknał „nie słuchaj tego głupiego wolontariusza” albo coś bardzo podobnego. Tego typu sytuacji (może nie aż tak skrajnych, jak opisana) było mnóstwo, nie tylko na trasie, ale też na mecie.
      Odniosę się również do kwestii podniesionej przez Tomka Michalaka: ustawianie w newralgicznych punktach doświadczonych biegaczy. Powiedzcie mi proszę, ile twarzy znanych z lubelskich biegów widzieliście na trasie w kamizelce organizatora. Ja sam, wiedząc jak wygląda czasem motywacja niektórych wolontariuszy, starałem się zorganizować ekipę z osób bądź to biegających, bądź z takich, których mąż/żona/siostra/ brat/ktoś z rodziny biega. 90% odpowiedzi brzmiała: nie chce mi się/będę na trasie kibicował i nie mogę być przykuty obowiązkami do jednego miejsca/jestem biegaczem a nie wolontariuszem (co z tego, że dany osobnik tego dnia akurat nie biegł). Ewentualnie zupełny brak odpowiedzi.
      Na koniec dodam jedno: pisałem to jako wolontariusz. Teraz napiszę jako biegacz: za opisane zachowania w starych dobrych czasach należał się solidny oklep, bo nie może być przyzwolenia na oszustwa, chamstwo, butę i zwyczajne zbydlęcenie podczas biegów. Zostawmy takie zachowania zawodowym sportowcom, bo wśród nas, amatorów, nie ma na nie miejsca.

      • Paweł Wysocki
        11 maja, 2017

        Cześć Michał,

        Dziękuję za Twój komentarz i Twoje doświadczenia. Mam świadomość, że biegacze nie są bez skazy, a przytoczone przez Ciebie zachowanie jednego z biegnących, jest nie do zaakceptowania. Szkoda mi dziewczyny, mam nadzieję, że nie wzięła do siebie tych słów. Prostactwo pełną gębą.

        Pozdrawiam,
        Paweł

  • Iwona
    9 maja, 2017

    Fajnie, że dzielicie się swoimi uwagami odnośnie organizacji V Maratonu, cel jest jeden krytyka nie dla krytyki tylko konstruktywna w celu poprawy organizacji na przyszłość i wyeliminowanie bardzo wielu niedociągnięć,
    Nie będę dodawała uwag odnośnie obserwacji z trasy ,bo sama nie uczestniczyłam tylko byłam kibicem ,ktoś z WAS napisał natomiast, że nie było uwag odnośnie strefy Mety ,niestety wg mnie tam również należy poprawić organizację jak również część oficjalną -ogłoszenie wyników.
    Maraton dla zawodników to wielkie wydarzenie ,ogromny wysiłek a przede wszystkim potwierdzenie najwyższych umiejętności jakie chciałby mieć każdy kto kocha bieganie ,dlatego nie może być tak że Maraton jest robiony przy tzw. okazji innych imprez ,tyle biegów jednego dnia…. ,to albo mamy więcej ludzi i potrafimy to logistycznie opanować albo imprezy rozdzielamy,
    Moje wrażenie było takie, że nie miał ten Maraton odpowiedniej oprawy ,był w tle innych imprez ,konferansjer nie witał maratończyków na Mecie ,były błędy w odczytaniu wyników,chyba nie jest to problem żeby policzyć do 6 i sprawdzić wyniki z protokołem tych ,których chcemy nagrodzić,przepychanki na podium,wstyd,brak profesjonalizmu , trzeba się uczyć od lepszych ,podglądać jak należy organizować takie duże Imprezy a nie cieszyć się,że jest w ogóle organizowany,nie tędy droga,także Organizatorzy trochę pokory i do roboty.

  • Karolina
    11 maja, 2017

    Czy to zdjęcie z trolejbusem jest z tej edycji maratonu? Przecież biegacz ma inny numerek.

    • Paweł Wysocki
      11 maja, 2017

      Cześć Karolino,

      To jest bardzo dobre pytanie, tak samo jak zdjęcie, które jest z lat ubiegłych. Niestety, klimat zdjęcia jest aktualny:
      V ML

      Pierwsze lepsze zdjęcie z tego roku.

      Pozdrawiam,
      Paweł

      • Karolina
        11 maja, 2017

        Wiem jak było w tym roku. W końcu sama stałam się „twarzą” tego całego zamieszania i wiem jak bardzo niebezpiecznie było na Willowej. Tylko coś mi nie grało z tym trolejbusem.

  • Ewelina
    18 maja, 2017

    Ja rowniez tak jakbi wielu biegaczy mialam problem w tym rozejsciem drog. Zle mnie pokierowano. Pobieglam na trase koziolka do mety a wolomtariusze nie wiedzieli gdziejest trasa maratonu i w ktora strone mam sie wrocic. Przez to musialam zeksc z trasy bo mialam opoznienie zbyt duze. Ale wiem ze nie tylko ja mialam taki problem. Byl to gorzej zorganizowany bieg niz w tamtym roku!!!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.