Start docelowy – godzina zero

1 No tags Permalink 1

Start docelowy to jeden z ważniejszych, o ile nie najważniejszy bieg w danej części sezonu. Trening biegowy wymaga czasu i sporej dawki cierpliwości, bo to praca na żywym organizmie. Pełny cykl treningowy to kilka miesięcy, które bywają raz lepsze, a raz gorsze. Bardzo rzadko bywa tak, że ktoś wykonuje pełną pracę treningową bez żadnych przeszkód. Zawsze coś „wyskoczy”, a im więcej obowiązków, tym większe ryzyko nieprzewidzianych wydarzeń. Zazwyczaj wykonany trening daje poczucie pewności siebie, ale nie zawsze. Dzisiaj poruszam temat koncentracji na starcie docelowym, a w szczególności na dwóch płaszczyznach: psychologicznej i około treningowej. Myślę, że taki tekst przyda się niejednemu biegaczowi. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam owocnej lektury!

Aspekt psychologiczny to bardzo złożone zagadnienie. Wiele zależy od stażu biegowego, dystansu, z jakim przyjdzie się zmierzyć biegaczowi. Mam świadomość, że inaczej czuje się osoba, która debiutuje na danym dystansie od tej, która biegnie go chociażby drugi raz. Najwięcej emocji towarzyszy nam w momencie, kiedy robimy coś po raz pierwszy. Dlatego tak mocno propaguję podejście, aby odwlekać start w maratonie, jak najdłużej. Dlaczego? To ma być wisienka na torcie, bieg z klasą, a nie walka o przetrwanie. 😉 Obserwuję, że coraz więcej osób mnie słucha, więc dalej będę robił swoje!

Brak pewności, gwarancji, że wypracowana forma jest na tyle dobra, aby „zrobić” bieg zgodnie z założeniami to norma. To jest właśnie piękno sportu, który jest nieprzewidywalny. Wzloty i upadki to proza życia biegowego. Swoista niepewność może dotyczyć różnych aspektów:

  • Dystansu, z jakim musisz się zmierzyć. Dotyczy głównie maratończyków i ultrasów, ale nie tylko. Wyobraźcie sobie biegaczkę, która kilka miesięcy temu nie mogła przebiec 100 metrów, a w weekend debiutuje na dystansie 10 km.
  • Tempa, w jakim chce pokonać dany dystans. W tym momencie nawiązuje do grupy biegaczy, którzy celują w jakikolwiek wynik na mecie. Odwołując się do mojego doświadczenia – solidnie przepracowana zima to fundament progresu. Nie ma wzoru, który mówi: zrób x kilometrów, a poprawisz swój czas na 10 km o x minut. Jako trener patrzę z góry na to, co wykonują moi podopieczni. Nieraz miałem taką sytuację, że ktoś robił wielkie oczy przed biegiem, bo proponowane przeze mnie założenia taktyczne wydawały się absurdalnie ambitne. Po biegu zazwyczaj jest radość i zdziwienie.
  • Różnych zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości. Ostatni punkt jest najszerszy. Niektórzy boją się maratońskiej ściany, bo ostatni maraton boli ich do dnia dzisiejszego. Inni borykają się z kolką, która przychodzi tylko na zawodach, a jeszcze inni boją się biec na 100% możliwości, bo w ich głowie siedzi obraz karetki, kroplówki, a nawet szpitalnego łóżka.

Każdy bieg to odrębna historia. Trzeba wyciągać wnioski z przeszłości, ale nie wolno pozwolić, aby to co już było blokowało nas w przyszłości. Mam świadomość, że to bardzo trudny temat, ale jest to do pokonania. Sam jestem przykładem osoby, która przez wiele lat borykała się z różnego rodzaju blokadami.

No dobra, ale co robić w ostatnim tygodniu przed ważnymi zawodami? Z perspektywy treningowej wiadomo, że w tym czasie formy podbić się już nie da, ale jeszcze można wszystko zepsuć. 😉

Lubisz praktyczną wiedzę, którą możesz wprowadzić od zaraz? Chcesz zacząć biegać świadomie? Zapraszam Cię do udziału w #2 Warsztacie Biegowym. Więcej informacji na ten temat znajdziesz TUTAJ. Ilość miejsc ograniczona.
 

Ostatni tydzień przed startem

Pierwsze i najważniejsze – przestań bez przerwy myśleć o biegu. Wiele się mówi na temat wizualizacji, ale obsesyjne snucie różnych scenariuszy taktycznych raczej Ci nie pomoże. Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Ogólne rozdrażnienie, poddenerwowanie, nadmierne pobudzenie – tego należy unikać. Możesz sobie na to pozwolić w trakcie biegania, którego nie ma zbyt wiele. W trakcie codziennych aktywności skup się na tym, co aktualnie robisz. Praca, rodzina, odpoczynek. Jak sam sobie z tym radzę? Nie mam łatwego zadania, bo bieganie to moja pasja, ale i praca. Przyznam szczerze, że nie mam z tym problemu. W trakcie treningów grupowych lub personalnych koncentruje się na tym, aby jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Nie mam też problemów z tworzeniem treści na blog, bo zawsze mogę skupić się na wpisie sprzętowym. W czasie wolnym sięgam po dobrą książkę lub obejrzę jakiś film. Nie jestem kinomanem, ale moja żona uwielbia filmy i seriale, więc mam ułatwione zadanie.

Istotnym aspektem jest odżywianie. Jesteś tym, co jesz. Ubiegłe lata to nawracające problemy z kolkami w trakcie zawodów. Szukałem różnych przyczyn. W pewnym momencie myślałem, że muszę się kompleksowo przebadać. Życie zweryfikowało, że zdrowa dieta (nie mylić z fanatyzmem żywieniowym) wyeliminowała problem. Skupiam się też na wzmacnianiu mięśni brzucha – ćwiczę dwa razy w tygodniu po około 25 minut. Zalecam lekkostrawną, regularną dietę na kilka dni przed zawodami. W piątek i sobotę koniecznie zwracajcie uwagę na to, co jecie. W żadnym wypadku nie zalecam wariowania w jedną (głodzenie się) albo drugą (przejadanie się) stronę. Stawiajc na sprawdzone produkty, to nie czas na eksperymenty. Wiele zależy od startu docelowego. Jeżeli Twoim celem jest półmaraton lub maraton, to zalecam ładowanie węglowodanowe. Zapas glikogenu z pewnością się przyda.


 

Dzień przed startem

Ogranicz zbędny stres do minimum. Co mam na myśli? Dokładnie sprawdź miejsce i godzinę startu (w szczególności, jeżeli startujesz w obcym mieście), a następnie zaplanuj:

  • godzinę pobudki.
  • czas na śniadanie (minimum trzy godziny przed biegiem).
  • czas na dojazd.
  • czas na rozgrzewkę.

Przed snem spakuj wszystkie niezbędne rzeczy i sprawdź, czy czegoś nie zapomniałeś. Jak jesteśmy poddenerwowani to łatwo coś przeoczyć. Czasem może to mieć katastrofalne skutki – na przykład brak żeli, a w perspektywie maraton. Pamiętaj również o jedzeniu i piciu! Organizm musi być optymalnie nawodniony i odżywiony. Przed snem rzuć okiem na prognozę pogody. Teraz jest odpowiedni moment na założenia taktyczne. Jak masz trenera, to powinieneś podzielić się z nim swoimi przemyśleniami. On powinien odpisać, co o tym sądzi i dodać coś od siebie. Jak jesteś sam, to poproś o sugestię, radę zaprzyjaźnionego biegacza. Po co? To bardzo proste – jesteś pełen emocji, które czasem zakrzywiają perspektywę. Chłodne spojrzenie znajomego może Ci otworzyć oczy.


 

Godzina zero

Wszystko zaplanowałeś, więc działaj zgodnie z planem. Jeżeli dołożyłeś wszelkich starań, to powinieneś być spokojny. Jak masz świadomość braków w przygotowaniach, to weź poprawkę. Bieganie to sport dla cierpliwych i pracowitych. Jak cechujesz się tymi dwoma cechami, to daleko zabiegniesz. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci powodzenia. Niech noga podaje!

Po zawodach niezależnie od wyniku ciesz się z tego, co udało Ci się osiągnąć. Każdy bieg to cenne doświadczenie. Nie każdy bieg to rekord życiowy. Pamiętaj, że trening biegowy ma wymiar krótko i długoterminowy. Ten drugi jest kluczowy, bo w końcu nadejdzie dzień, kiedy trafisz z dyspozycją dnia, pogodą, samopoczuciem, sprzyjającym okolicznościom na trasie, a wtedy wyeksponujesz pełnię swoich możliwości.

Celebruj drogę do celu, a nie sam cel.

1 Comment
  • Sandu #77
    Kwiecień 17, 2018

    Świetny wpis. Otwiera oczy na kilka aspektów. Dzięki.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *