Odpływ polskich pieniędzy – biegi uliczne

0 No tags Permalink 0

Długo myślałem, czy poruszać ten temat na blogu. Tematyka jest bardzo niewygodna. Dlaczego? Bo dotyczy pieniędzy, a jak pokazują badania, my – Polacy, bardzo nie lubimy rozmawiać o pieniądzach. Jakiś czas temu, na portalu  MaratonyPolskie.PL , pojawił się artykuł „Nagrody finansowe w biegach ulicznych ad 2014„. Krótki, rzeczowy tekst, ale świetnie obrazujący sytuacje na naszym biegowym podwórku. Przecież cyfry nie kłamią, prawda?


Krótka analiza:
Suma nagród jest obliczana na podstawie 139 biegów, które spełniły kryteria:
  • nagroda za zwycięstwo to minimum 500 zł, 
  • biegi z klasyfikacją Europejską nie są brane pod uwagę. 
Pełna pula nagród wyniosła 1.674,650 zł (słownie: jeden milion sześćset siedemdziesiąt cztery tysiące sześćset pięćdziesiąt złotych). Konkretne pieniądze, prawda?
Dla lepszego zobrazowania rozkładu nagród stworzyłem wykres kołowy, który czytelnie pokazuje „komu i ile”.
Mniej niż jedną trzecią pieniędzy wybiegali nasi rodacy. Ktoś może powiedzieć, że są słabsi. Szybszy zarobi więcej. Kenia, Ukraina, Etiopia. Te trzy nacje wybiegały 69,2% „obrotu”, co daje grubo ponad milion złotych.

Nie zawsze jest kolorowo

Zawodnicy z Kenii i Etiopii to bez wątpienia czołówka światowa. To oni dzielą i rządzą w biegach długich (bieżnia, ulica, przełaj). Nasi rywale zza wschodniej granicy też potrafią szybko biegać. Jednak tam gdzie zaczynają się duże pieniądze, tam kończy się gra fair. Aktualnie na ten moment, w naszym kraju działa około sześciu menadżerów biegowych. Taki menadżer specjalizuje się w imporcie zawodników z Afryki (ilość menadżerów rośnie z roku na rok). Pamiętacie nazwiska zawodników Afrykańskich, którzy wiedli prym w roku 2014? Zapewne nie. Przyznam się, że ja też nie… Ale mniejsza o to. Obstawiam, że w tym roku będą nowi zawodnicy. Tamci się już dorobili (oficjalnie, bo nieoficjalnie zapewne się wypalili). Wyobraźcie sobie, że musicie startować trzy razy w dwa dni. Niech to będzie dycha, piątka i półmaraton. Ciężko, nie? Za mało biegacie. Dla zawodników z Afryki i ze wschodu to chleb powszedni. W końcu zawody to pieniądze. A przecież to ich praca. Każdy start to zarobek. Ale jest drugie dno tej „przewlekle dobrej dyspozycji startowej”. Sami wiecie co mam na myśli – niedozwolone wspomaganie. Nie będę sypał nazwiskami. Polecam przeczytać Felieton dopingowyAutor felietonu, Marcin Nagórek trąbi o sytuacji od lat. W środowisku biegowym sytuacja jest powszechnie znana. I nie dajcie się nabrać na kolor skóry. Z dobrą formą można wygrać kilka biegów, a z dobrym towarem kilkadziesiąt. Przykładem takiego biegowego „golenia” jest Festiwal Biegowy w Krynicy.

Organizatorzy biegów

Domniemanie dopingu to nie wszystko. Znane jest ulgowe traktowanie zawodników zagranicznych. Zwolnienie z opłaty startowej, opłacenie kosztów podróży, a czasami i startowe. W końcu można napisać szumny tytuł w gazecie (lokalnej, a jak!) „Międzynarodowy bieg w Koziej Wólce”. Sukces organizacyjny!

Zadyszka Polskich biegów

Powyższa sytuacja ma bezpośredni wpływ na poziom naszych biegów. Wielu perspektywicznych biegaczy zderzyło się ze ścianą. Biegali szybko, ale nie na tyle, aby wygrywać z bohaterami tekstu. Nie jeden polski talent się przez nich zmarnował. Żeby ratować narodowe bieganie potrzeba pracy u podstaw. Nie od razu Rzym zbudowano. Przykładem mogą być biegacze z USA. Aktualnie to ścisła czołówka światowa. Sprawdźcie jak to u nich wyglądało 10-15 lat temu.

Antidotum

Opisywanie problemu nic nie zmieni. Narzekanie nic nie daje. Żeby coś zmienić, trzeba zacząć działać. Co proponuję? 

  1. Wprowadzenie klasyfikacji dla zawodników z Unii Europejskiej.
  2. Odrębna klasyfikacja dla Polaków (wyższe nagrody, niż w klasyfikacji OPEN).
  3. Zwiększenie ilości kontroli antydopingowych. 
  4. Koniec ze startowym. Niech organizatorzy biegów przestaną w końcu płacić, za przyjazd egzotycznych zawodników. Niech opłacają przyjazd z własnej kieszeni.
Jakie macie pomysł na wyjście z tego impasu? Problem istnieje, więc trzeba o nim mówić! Chcę żeby wspierano rodzimych zawodników. Wierzę w polskie biegi długodystansowe. Nie wierzę w Polski Związek Lekkoatletyki. Ale to temat na odrębny tekst.

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.