Rozpędzona wiosna – co u mnie? Kalendarz startów

1 No tags Permalink 0

Maj to jeden z najbardziej rozbieganych miesięcy w roku. Każdy biegacz powinien mieć zaplanowany kalendarz startów. Wynika to z różnych przyczyn, ale dwie podstawowe to rodzina oraz plan treningowy. Sam z opóźnieniem zaprojektowałem kalendarz na tę część sezonu. Lepiej późno niż w ogóle.

Nie miałem wielkich nadziei na szybkie bieganie tej wiosny. Jedynie garstka osób wiedziała, że moje podejście do startów jest bardzo defensywne. Co to oznacza? Z czego to wynikało? Warto znać kontekst. Ale od początku. W styczniu planowałem jeden start, który finalnie nie dojdzie do skutku. Co to był za bieg? 30 km w terenie – Ultra Roztocze. Nie planowałem nic więcej. Wszystko za sprawą dwóch wielkich rzeczy, jakie dzieją się w moim życiu. Pierwszym z nich było narodzenie córeczki – Marceliny. Od stycznia jest nas więcej. Druga kwestia to remont i przeprowadzka. Gruntowny remont mieszkania z rynku wtórnego to ogromny projekt. Przyznaję, że w pewnym momencie mnie to zgniotło. Co prawda większość prac wykonała świetna ekipa, ale nie wszystko. Podstawowe rzeczy ogarnąłem we własnym zakresie z pomocą najbliższych. Odbiło się to na regeneracji, bo wykończeniówka (hehe, dobre słowo dla biegacza) to nic innego jak praca fizyczna. Malowanie, wnoszenie paczek z meblami oraz inne gabaryty to wymagające zadanie dla biegacza długodystansowego. Jakoś dałem radę, ale były momenty skrajnego zmęczenia, gdzie nie mogłem ruszyć ręką – to nie żart, dosłownie tak było. Trening to też praca na żywym organizmie. Pod koniec marca byłem w stanie biegać jedynie spokojne rozbiegania. Nic innego nie wchodziło w grę.

W zimie biegałem dużo, ale na niskiej intensywności. W połowie marca poczułem, że z dyspozycją nie jest tak źle. Postanowiłem wziąć udział w biegu Oshee na dystansie 10 km. Tamten bieg skończył się dla mnie na 8 km, co pozwoliło nabiegać przyzwoite 33:20. Nie przeżywałem tego startu, bo tego samego dnia jeden z moich podopiecznych pobiegł 2:38 w maratonie. Przyznaję, że w Warszawie bardziej przejmowałem się jego biegiem niż własnym. To był dla mnie swoisty egzamin. Zdałem go celująco – do tej pory jestem dumny. 🙂

W ostatnią niedzielę marca startowałem w Lubartowie. Kameralny bieg z niezłą trasą. Zabezpieczenie na najwyższym poziomie – warto dodać, że trasa składa się z dwóch pętlach po około 2500 m. Nabiegałem 15:57 z pełnego treningu. W czwartek śmigałem tysiące na stadionie. Pozostał lekki niedosyt, ale i nadzieja na więcej! Ten start był bodźcem do zaplanowania kalendarza.

Kalendarz startów

Maj to miesiąc obfity w starty. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Długo myślałem nad tym, gdzie biegać, ale klamka zapadła. Wiem, co będę biegał w maju. Ba! Nawet zaplanowałem start na dzień dziecka.

  • 12 maja – Lublin, 11 km (50%/50%).
  • 19 maja – Kazimierz Dolny, 10 km (opłacony).
  • 26 maja – Łęczna lub Mińsk Mazowiecki, 5 km.
  • 01 czerwca – Lublin, Półmaraton.

Co dalej?

  • 09 czerwca – Lublin, 5 km.
  • 29 czerwca – Radzyń Podlaski, 5 lub 10 km.

Być może jakiś bieg wskoczy w czerwcowy kalendarz, ale to nic pewnego. Wyjdzie w praniu, najważniejsze, że mam plan na zbliżające się tygodnie. Moja sytuacja niebawem się ustabilizuje, co powinno się przełożyć na regularną aktywność na blogu i nie tylko. Zbieram się za dokończenie recenzji Polar Vantage V, ale już teraz sygnalizuję, że nie wykorzystuję wszystkich funkcji tego zegarka. Dlaczego? Bo nie mam takiej potrzeby. Nie widzę w tym wartości.

A jak wygląda Twój kalendarz startów? Gdzie się widzimy? Życzę Ci powodzenie, a tymczasem wracam do treningu.

1 Comment
  • ss xtreme
    Maj 4, 2019

    Gratulacje!!!!!
    I powodzenia!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.