Polskie biegi uliczne – enklawa banitów?

5 No tags Permalink 0

W ostatnim czasie zrobiło się głośno o lokalnym biegu w Skarżysku – Kamiennej. Wszystko za sprawą regulaminu imprezy, który  przewidywał nagrody pieniężne tylko dla zawodników z Polskim obywatelstwem. Zwyciężył Marokańczyk, a sytuację podłapały ogólnopolskie media. W sieci zrobił się szum, komentatorzy podzielili się na dwa obozy. No dobra, ale kim jest Abderrahim Elasri?

Zaistniała sytuacja jest bodźcem do napisania tekstu, który być może otworzy niektórym oczy. Śledzę krajowe biegi uliczne od lat. W mojej opinii nie dzieję się nic dobrego. Organizatorom biegów brakuje budżetu, żeby wprowadzić regularne kontrole antydopingowe, co skrzętnie wykorzystują „sprytni” zagraniczni biegacze, a może raczej biznesmeni?

Bieganie to sposób, w jakim zarabiam na życie – powiedział Abderrahim Elasri. Zastanawiam się, czy któryś z dziennikarzy przeanalizował sylwetkę tego zawodnika. Skąd ten Marokańczyk wziął się akurat w Polsce? Na szczęście sam interesuję się osiągnięciami różnych zawodników. Z przyjemnością odnalazłem najważniejsze informacje na jego temat. Odsyłam do profilu zawodnika w bazie IAAF. Największym osiągnięciem biegacza jest mistrzostwo Maroka w biegu na 10 000 metrów (Rabat, 2009). Najbardziej wartościowy wynik osiągnął w półmaratonie – 1:01:54 (Marrakesz, 2014). To 19 sekund wolniej od aktualnego Rekordu Polski na tym dystansie. Niestety, to nie skokowy wzrost formy – to oszustwo. Tuż po osiągnięciu tego rezultatu Marokańczyk wpadł na dopingu (klik). Został zawieszony od 16 lutego 2014 do 15 kwietnia 2016 za wykrycie w jego organizmie Erytropoetyny (EPO). Marokańczycy mają łatwy dostęp do środków dopingujących – często wpadają na EPO. Pamiętacie skandal z udziałem Rashida Ramziego (Marokańczyk w barach Bahrajnu)?
 

Kto rozpoznaje tego pana po lewej? 😉 Też nie jest „czysty”.

 
Były dopingowicz, a biega dla pieniędzy. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to chore. To jak zatrudnienie sprzedawcy w sklepie, który stracił poprzednią pracę za kradzież. Mocne porównanie? Być może, ale dla mnie przeszłość na zawsze przekreśla tego zawodnika. Postawcie się w sytuacji biegaczy, którzy byli za Marokańczykiem, kiedy ten na szprycowany wygrywał biegi. Pozbawił ich prestiżu i nagród finansowych. W obecnych czasach o takich rzeczach się nie zapomina. Być może nadal bryka na niedozwolonych środkach, bo kto to wie, skoro nie ma żadnej kontroli? Dlaczego dopingowicze biegają głównie w Polsce?

Moim zdaniem powinni zmienić branżę. Każdy bieg powinien zawierać klauzulę w regulaminie, że zawodnik złapany na dopingu nie ma prawa do nagród finansowych. Jak ktoś chce biegać dla zabawy – OK.
 

 
Zaraz ktoś podniesie głos, że nie powinno być nagród finansowych w ogóle. To złożony temat. Jak dla mnie nie ma w tym nic złego, że zawodnicy są nagradzani w ten sposób. Chciałbym, żeby polskie pieniądze trafiały do naszych rodaków. Nie chcę wspierać biegacz zza granicy, który zwęszyli sposób na biznes. W USA taki system działa z powodzeniem od dłuższego czasu.

Dopóki nie złapie się kogoś na dopingu, dopóty jest czysty. Kojarzycie takie sylwetki jak Bogdan Semenovych (klik),  Cosmas Kyeva (klik)? Czarowali, czarowali, ale w końcu wpadli. Mógłbym odszukać więcej takich asów. Kobiety również nie są bez skazy. Po odbyciu „kary”, wszyscy wracają do lokalnych biegów jakby nigdy nic. Idealnym rozwiązaniem byłaby regularna kontrola antydopingowa (klik), ale nie mam złudzeń, że koszt owej kontroli jest poza zasięgiem większości imprez biegowych. W związku z tym, po co się emocjonować i snuć kolejne teorie. Skoro nie ma budżetu na kontrole, to powtórzę raz jeszcze – jestem za klasyfikacjami dla najszybszych Polaków. Oczywiście na biegach lokalnych, bo większe imprezy sobie poradzą. Nie sądzę, żeby udział dopingowiczów lub objazdowej trupy biegaczy wnosił jakąś wartość w daną imprezę. Zresztą widać to na biegach, gdzie zawodnicy robią swoją robotę, odbierają nagrodę i wsiadają w auto, bo kolejny bieg czeka. Niechętnie udzielają wywiadów. Za kierownicą siedzi menadżer, który nerwowo zerka na zegarek. W końcu za darmo nie pracuje, a zawodnicy również nie kryją się, że biegają dla pieniędzy. Czasem nawet próbują nagiąć regulamin imprezy, żeby wyszarpać 1100 zł. W Skarżysku – Kamiennej się nie udało – i bardzo dobrze.
 

Marcin Nagórek od lat sygnalizuje problem, ale bezskutecznie. Ostatnio przestał o tym pisać, Marcin poddałeś się? Odsyłam Was do ciekawego tekstu sprzed lat (klik), który nie stracił na aktualności.
 
Mam świadomość, że nasi rodacy też mogą sięgać po niedozwolone środki. Zdarzało się, ale to kropla w morzu. Nie mogę odnaleźć zawodnika, który hurtowo goli trzy imprezy w jeden weekend. Jak macie takiego na oku, to koniecznie dajcie mi znać. Wezmę go na celownik. 🙂

Zdjęcie: Arkadiusz Kolpert

5 Comments
  • Paweł
    Maj 11, 2018

    A jak tą sprawę rozwiązują inne kraje Europy?

  • Warszawski Scyzoryk
    Maj 11, 2018

    Szczycą się dopingowiczami, np. Justyną Kowalczyk

  • ssxtreme
    Maj 11, 2018

    a według mnie doping powinien być legalny. jak ktoś chce dla chwili chwały i mamony psuć sobie zdrowie jego wybór. zawodowcy i tak koksują a wielu amatorów na wcale nie rewelacyjnym poziomie na biegach ulicznych też. to samo w kulturystyce. na kontrole na większości biegów organizatorów i tak nie stać. każdy niech biega dla własnej satysfakcji. jeśli ktoś chce się oszukiwać(i innych też )jego wybór. świat to dżungla

  • ssxtreme
    Maj 11, 2018

    minimum PZLA na 5000 to: min.A-14.40 , minB-14.50

  • ssxtreme
    Maj 14, 2018

    tak w ogóle jeśli ktoś jest biegaczem z górnej półki złapanym za koks to nie ma za grosz honoru pchając się na podrzędne biegi uliczne dla paru groszy. jeśli ktoś jest dobry niech rywalizuje z równymi sobie na bieżni lub maratonie. a nie nakoksowany ściga się z amatorami którzy biegają dla siebie i mają setki innych rzecz poza bieganiem na głowie

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *